Mnie tu już nie ma

Przeprowadziłem się, teraz znajdziecie mnie pod www.zzagranico.pl Tematyka bloga się nie zmienia, gospodarz nadal pozostaje ten sam, ale nowych postów już w tej witrynie nie spotkać
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rzym. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rzym. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 24 kwietnia 2014

Przysmaki Rzymu

W swojej autobiografii „Jedz, módl się i kochaj” Elizabeth Gilbert opowiada o podróżach i przeżyciach z nimi związanych. Szczególnie mocno spodobał mi się fragment książki mówiący o włoskim obyczaju jedzenia przepysznych, acz nie zawsze zdrowych potraw. Amerykanka perfekcyjne opisała jak i kiedy jedzą Włosi, a ja będąc w Rzymie bez skrupułów podążałem ścieżkami prawdziwego mieszkańca Półwyspu Apenińskiego. Tak odkryłem, gdzie warto podjadać i zjadać w stolicy Italii.

Flor


niedziela, 30 marca 2014

Stolica mody księży i sióstr zakonnych.

Mediolan to ponoć stolica mody XXI wieku. Tam, na głównych ulicach, czekają na spragnionych zakupów sklepy najsłynniejszych marek i projektantów. To w nich po raz pierwszy prezentuje się najnowsze buty, premierowe torebki oraz wspaniałe garnitury, których koszt przewyższa cały mój majątek. W (dużo) tańszych dzielnicach mieszkają wychudzone do granic absurdu kandydatki na modelki, gotowe zrobić wszystko dla lukratywnych kontraktów. 580 kilometrów dalej mieści się stolica mody kleru – Rzym.


poniedziałek, 17 marca 2014

Zielony most

Rzym to miasto pełne przepięknych posągów, majestatycznych budynków, zakorkowanych ulic i przeróżnych zapachów. W pizzeriach pachnie świeżym ciastem, na niektórych ulicach uryną, w toaletach chemią. A na pewnym moście holenderskim coffeeshopem. Również w parkach roztacza się tu i ówdzie rozpoznawalny aromat palonej marihuany lub haszu, a przechodniów to wcale nie dziwi, nie oburza czy frustruje. Wręcz przeciwnie, jest to dla nich coś zwyczajnego i powszechnego. Dziś będzie o marihuanie w Rzymie.

niedziela, 9 marca 2014

Pizza u Pana Wąsika

Włoska restauracja to hasło tak proste, że każdy ośmiolatek (nawet taki z dysleksją) jednym tchem wymieni szybko, co się tam podaje, jak długi wąs powinien mieć właściciel oraz jak cienkie jest ciasto pizzy. Niestety po całym świecie porozrzucanych jest pełno miejsc, które dumnie nazywają się włoską knajpą, ale gdy dochodzi do serwowania jedzenia to ciężko stwierdzić, czy ma się do czynienia z marną podróbką czy słabym żartem. Nie zawsze jest to obelga - nawet najlepsze miejsca podające makaron i placki, mieszczące się w Italii nie są prawdziwie włoskie. W czasie mojego pobytu w Rzymie miałem przyjemność podjadać w wielu lokalach, ale tylko o jednym mogę powiedzieć – to była prawdziwa włoska knajpa.


niedziela, 2 marca 2014

Pedał czyha w każdej rzymskiej toalecie.

„Co kraj to obyczaj” – mówi stare przysłowie. Ciężko się z nim nie zgodzić, szczególnie gdy widziało się w Holandii kobiety jeżdżące z trójką dzieci na jednym rowerze, w Hiszpanii ludzi chcących wpaść do morza wraz z bykami oraz czeskie menu, gdzie pół litra piwa jest tańsze od wody w butelkach 0,3. Z podobnym, nieznanym mi wcześniej, zjawiskiem spotkałem się w toaletach Rzymu. Tam lekko w cieniu, trochę poniżej linii wzroku zawsze czekał na mnie co najmniej jeden pedał.


czwartek, 27 lutego 2014

Cztery przypadki włoskiej pizzy

Na Ursynowie od ponad roku pewni młodzi ludzie prowadzą pizzerię pod nazwą „Biesiadowo”. Jest to restauracja franczyzowa, by ją prowadzić trzeba wykupić licencję, spełnić odpowiednie warunki metrażowe i podawać to, co nakazuje centrala. W menu można znaleźć pizzę o swojskiej nazwie w stylu: „Wiejski Gangster” czy „Lato na Wsi” lub giganty o średnicy 57 cm. Biesiadowo jak każda knajpa serwująca popularne placki szczyci się podawaniem prawdziwych włoskich pizz, z którymi miałem sporo styczności w Rzymie. Dlatego dla porównania i pewnej świadomości, serwuje tu cztery przypadki włoskich pizz.

niedziela, 23 lutego 2014

Rzym: sprośne shoty z czekoladą i likierem.

Powoli kończy się weekend - czas odpoczynku, leniuchowania i picia alkoholu z okazji urodzin, ukończenia sesji, czy dlatego, że akurat była butelka w lodówce. Powód zawsze się znajdzie, a w Polsce mało kogo trzeba do świętowania namawiać. Jesteśmy, nie bez przyczyny, narodem kojarzonym z piciem i robieniem najlepszych wódek, czyli też shotów, które smakują jak wiśnia, grejpfrut lub zimna polska… wódka. Jako niemały fan shotbarów nie spodziewałem się, iż w środku Rzymu znajdę miejsce, w którym tworzy się „czterdziestki” nieznane mi nawet z najbardziej wariackich snów.


czwartek, 20 lutego 2014

Nasoni – pragnienie nie ma szans.

Woda pitna w Indiach jest skarbem, którego nie można przecenić. Orzeźwiająca, zimna mineralna to lepszy prezent walentynkowy niż kawałek czekolady czy kilogram ryżu (złote pierścionki nadal są jednak numerem jeden). Z bieżącą wodą bywa równie makabrycznie: w Bangalore zaledwie jedna trzecia domostw jest podłączona do wodociągów. W wielu rejonach kraju do miejskich studni czeka się godzinami, by na całą rodzinę pobrać mniej litrów H2O niż jest niezbędne dla jednego dorosłego człowieka. Natomiast w Rzymie, mieście wypełnionym drogimi hotelami, wyjątkowymi dziełami sztuki oraz pięknymi samochodami, wodę pitną otrzymuje się za darmo.

niedziela, 16 lutego 2014

Rzymski impas, czyli Couchsurfingowa dyskryminacja

Zdobycie hosta na Couchsurfingu nie należy do prostych zadań, przynajmniej jeżeli jest się mężczyzną, o czym pisałem już w po przednich postach. Sytuacja nabiera jeszcze gorszych barw gdy podróżujesz z kolegą, który ledwo co założył konto na CS, ma jedno zdjęcie, mało konkretny profil i studiuje fizykę. Mimo to do niedawna wydawało mi się, że poza sezonem w 3 milionowym mieście pełnym zabytków i zakochanych par znajdzie się jakiś wariat, który nas przygarnie.