Po pierwszym dniu świąt wielkanocnych, wypełnionym
rodzinnymi spotkaniami, obiadami oraz napchanymi do granic wytrzymałości
brzuchami, nadchodzi Śmingus-Dyngus. W ciągu dwudziestu-czterech godzin
oblewamy innych wodą licząc na to, że ich butelki są już puste. Od dziecka
uwielbiam kultywować tę tradycję, jednak ostatnio usłyszałem bardzo ważne
pytanie z nim związane: „Jakie są granice Śmingusa-Dyngusa?”.
Mnie tu już nie ma
Przeprowadziłem się, teraz znajdziecie mnie pod www.zzagranico.pl Tematyka bloga się nie zmienia, gospodarz nadal pozostaje ten sam, ale nowych postów już w tej witrynie nie spotkać
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Woda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Woda. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 20 kwietnia 2014
niedziela, 2 marca 2014
Pedał czyha w każdej rzymskiej toalecie.
„Co kraj to obyczaj” – mówi stare przysłowie. Ciężko się z
nim nie zgodzić, szczególnie gdy widziało się w Holandii kobiety jeżdżące z
trójką dzieci na jednym rowerze, w Hiszpanii ludzi chcących wpaść do morza wraz
z bykami oraz czeskie menu, gdzie pół litra piwa jest tańsze od wody w
butelkach 0,3. Z podobnym, nieznanym mi wcześniej, zjawiskiem spotkałem się w
toaletach Rzymu. Tam lekko w cieniu, trochę poniżej linii wzroku zawsze czekał
na mnie co najmniej jeden pedał.
czwartek, 20 lutego 2014
Nasoni – pragnienie nie ma szans.
Woda pitna w Indiach jest skarbem, którego nie można
przecenić. Orzeźwiająca, zimna mineralna to lepszy prezent walentynkowy niż
kawałek czekolady czy kilogram ryżu (złote pierścionki nadal są jednak numerem
jeden). Z bieżącą wodą bywa równie makabrycznie: w Bangalore zaledwie jedna trzecia
domostw jest podłączona do wodociągów. W wielu rejonach kraju do miejskich
studni czeka się godzinami, by na całą rodzinę pobrać mniej litrów H2O niż jest
niezbędne dla jednego dorosłego człowieka. Natomiast w Rzymie, mieście
wypełnionym drogimi hotelami, wyjątkowymi dziełami sztuki oraz pięknymi
samochodami, wodę pitną otrzymuje się za darmo.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
