Przez całe życie mieszkam w Warszawie, gdzie nie raz
spotykałem się z kierowcami gburami, wpychaczami, ślamazarami i tymi, którzy
kochają trąbić z byle powodu. Dlatego ciekawym doświadczeniem były dla mnie
wycieczki samochodowe przeprowadzane wraz z Tiffany (moja znajoma z Lizbony).
Poznałem w ich trakcie inną kulturę jazdy, nie jakąś z kosmosu, nieprzystającą
do naszych mistrzów kierownicy, ale jednak oderwaną od polskiego modelu podróżowania
czterokołowcem czy obok niego.